|
|
<
|
Maj 2012 |
>
|
|
| Pn |
Wt |
Śr |
Cz |
Pt |
So |
N |
|
|
1
|
2
|
3
|
4
|
5
|
6
|
|
7
|
8
|
9
|
10
|
11
|
12
|
13
|
|
14
|
15
|
16
|
17
|
18
|
19
|
20
|
|
21
|
22
|
23
|
24
|
25
|
26
|
27
|
|
28
|
29
|
30
|
31
|
|
|
|
|
Blog powstał z potrzeby trenowania języka polskiego, który autorce odrobinę zardzewiał, a także z konieczności opisywania otaczającej rzeczywistości, którą twórczyni niniejszego bloga uważa za komiczną.
piątek, 18 maja 2012
PATELNIA
Autorka wraz z Ukochanym wyruszyli ostatnio na poszukiwania odpowiednich patelni. Stare patelnie nie nadają się już bowiem do użytku, a wiadomo powszechnie, że Ukochany zjeść lubi dużo i dobrze, więc sprzęt musi być prima sort.
Nasza wspaniała para nie mogła jednak po prostu wejść do sklepu i kupić patelni, tak jak robią to normalni ludzie. O nie! Autorka oraz Ukochany mają w stosunku do swojego kuchennego wyposażenia szereg wymagań i zastrzeżeń. Generalnie najlepiej byłoby gdyby patelnie wraz z szczegółowo wypełnionym CV i listem motywacyjnym same zgłaszały się na rozmowę kwalifikacyjną.
Toteż nie powinno dziwić nikogo, iż Ukochany i Autorka spędzili jeden z wieczorów szukając patelni idealnej. Szczęściu i zachwytom nie było końca gdy znaleźli patelnie (dwie... Autorka ma nadzieję, że czytelnicy zdają sobie sprawę z nieprawdopodobności tej sytuacji). Patelnie odpowiadają wymogom rozmiarowym i objętościowym, posiadają powierzchnie o perfekcyjnej chropowatości oraz nagrzewają się równomiernie, co Ukochanego wprowadziło w stan bliski euforii.
I wszystko to byłoby może jeszcze normalne, gdyby nie fakt, iż na poszukiwania patelni wymarzonej, Autorka wraz z Ukochanym poświęcili wieczór sobotni. Ukochany tylko westchnął z rozrzewnieniem i bąknął: "Wiesz Ptyś, kiedyś w sobotę to się na piwo chodziło, a teraz człowiek patelnie wybiera."
Autorka poczuła się staro, więc w przyszły weekend planuje upić się do nieprzytomności, wyjść w miasto w bikini, przebić lewy sutek i zrobić sobie tatuaż na czole żeby nie było, że nie umie się bawić!
wtorek, 01 maja 2012
WYCIECZKA ROWEROWA
Autorka zmuszona była pracować w niedzielny poranek. Ukochany był niepocieszony. Postanowił jednak zaplanować pozostałą część dnia, a konkretniej popołudnie, w sposób wykluczający siedzenie na kanapie przed telewizorem (Autorka mniema, iż ma to związek z tym, że ostatnio zobaczył ściankę wspinaczkową z ograniczeniem wagowym, w którym się nie mieścił. Zapewnienia, iż ścianka przeznaczona była dla dzieci nie pomogły). Ukochany postanowił wspiąć się na wyżyny sportowych wyczynów i zaplanował wycieczkę rowerową.
Autorka przystała na pomysł wysiłku fizycznego z entuzjazmem. Ukochany stwierdził jednak, iż uprzednio należałoby się posilić, ponieważ kiszki grają mu marsza tak głośno, że pewnie słychać w sąsiednim hrabstwie (tak, tak... tu niestety mają hrabstwa zamiast powiatów... albo gmin... Autorka dokładnie nie wie). Toteż na rowerach popedałowali w stronę zachodzącego słońca. Konkretniej w stronę najbliższej restauracji. Źródło sił i energii witalnej znajduje się, jak się okazuje dwie minuty rowerem od Autorczynego mieszkania. Te dwie minuty to tak generalnie jak się trochę pedałuje, a trochę podziwia widoki. Jakby tak człowiek chciał iść na piechotę, to zajdzie w minut pięć.
Po przystawce i daniu głównym Ukochany oznajmił, że na żadną wycieczkę rowerową już nie pojedzie, że jest szalenie zmęczony, że tak daleko ujechał, oraz, że należałoby zadzwonić po jakiś transport, by wrócić do domu jak najszybciej. Autorka chciała się obrazić, ale nie udało jej się niestety utrzymać powagi. Zmusiła natomiast Ukochanego, by o własnych siłach dotarł do domu.
Po całych trzech minutach jazdy rowerem w ramach drogi powrotnej, Ukochany doczłapał się na pierwsze piętro, po czym opadł bez sił na fotel i nie ruszył się z niego przez kolejne pół godziny.
Albowiem aktywność fizyczna jest szalenie ważna.
piątek, 20 kwietnia 2012
UCIECZKA
Autorka wraz z Ukochanym kończą oglądać program w telewizji.
Ukochany: "No dobra, to chyba pora spać!"
Autorka: "To dobranoc Miś. Ja idę jeszcze trochę popracować."
Ukochany: "A właśnie, że nie idziesz." ... "Ja bez Ciebie nie zasnę." - dodaje, dla pewności przytrzymując Autorkę ramieniem.
Autorka: "W sumie dobra, to poczytam w łóżku."
Ukochany spogląda z niedowierzaniem, ale w razie czego zarzuca owłosione nogi na Autorczyne łydki.
Ukochany: "No Ptyś, ale co Ty robisz? Czemu się wiercisz?" - zaciska uścisk.
Autorka: "No czytać będę. Usiąść chciałam." - odpowiada Autorka bezskutecznie próbując poruszyć ręką.
Ukochany: "Nie możesz usiąść. Musisz czytać na leżąco. Ja Ciebie znam i na pewno będziesz mi chciała uciec. A z pozycji siedzącej się ucieka łatwiej, więc nie mogę Ci na to pozwolić."
Kiedy Autorka po trzech minutach otrząsa się z szoku, wywołanym tokiem rozumowania Ukochanego, ten już śpi cichutko pochrapując. Autorka wstaje więc, przykrywa miłość swego życia kołdrą i wychodzi do drugiego pokoju. Misternie opracowany plan ucieczki z Alcatraz zakończył się jak zwykle sukcesem.
piątek, 30 marca 2012
PARTNEROWANIE
Autorka wraz z Ukochanym co środę zasiadają w łóżku przed telewizorem by podziwiać tancerzy, co to zdecydowali się wziąć udział w nowej edycji Ju-Ken-Dęs. Autorka ogląda z sentymentu, gdyż kiedyś trochę tańczyła. Ukochany ogląda, bo tańczące, ładne dziewczyny to zawsze była jego pasja. Zwłaszcza na studiach, kiedy balował średnio sześć dni w tygodniu, a w niedzielę odsypiał kaca giganta, ale o tym innym razem. Ukochany przy tym, po tych kilku edycjach wyłapał niektóre terminy i sobie lubi ich używać. Dodajmy, że bez sensu, bo przeważnie nie wie, co one znaczą.
Tańczących facetów Ukochany oglądać nie lubi. Nikt nie wie dlaczego. Jakby kto pytał Autorki o zdanie to zgadywałaby, iż to dlatego, że nie mają cycków, ale dowodów na poparcie tej teorii Autorka nie posiada.
Jeden z facetów właśnie na scenie. Kręci piruety, wygina ciało, Autorka ma w oczach uwielbienie i cicho popiskuje z zachwytu. Ukochany naburmuszony.
Ukochany: "W ogóle mi się nie podoba"
Autorka: "Ale dlaczego?"
Ukochany: "No bo jakoś dziwnie tak tańczy"
Autorka: "Świetnie tańczy"
Ukochany: "Tak to ja też bym nogę podniósł"
Autorka: "Nie podniósłbyś nawet do połowy"
Ukochany: "I stóp nie obciąga"
Autorka: "Bo ma mieć na fleks"
Ukochany: "I te partnerowania jakieś takie..."
Autorka: "Miś! Przecież on tańczy SOLO!!! Tu nie ma partnerowań!"
Ukochany: "No przecież mówię - nie ma partnerowań to mi się nie podoba"
Zaprawdę nie da się pokonać męskiej logiki.
sobota, 17 marca 2012
ZDZIWIENIE
Autorka jest, jak wiadomo powszechnie kobietą pracującą. Pracuje sobie toteż Autorka bardzo intensywnie. Ostatnio ilość przepracowanych przez Autorkę godzin zaczyna być dwucyfrowa. Przy tym Autorka nie ma wolnych weekendów. Autorka ma wolne tylko niedziele, a i to nie zawsze. Ale Autorka się nie skarży. Autorka oczekuje jedynie odrobinę zrozumienia gdy wraca do domu zmęczona. Czasem oczekuje małego masażu stóp.
Ukochany jest również człowiekiem pracującym. Ukochany pracuje nawet bardziej intensywnie niż Autorka. Ilość przepracowanych przez Ukochanego godzin byłaby dwucyfrowa gdyby nie fakt, że może sobie wziąć w pracy przerwę na drugie śniadanie/wczesny obiad, popularnie zwany lunchem, z czego skrzętnie korzysta. Przy tym Ukochany ma wolne jedynie niedziele i pół soboty. Ale Ukochany się nie skarży. Ukochany oczekuje jedynie odrobinę zrozumienia gdy wraca do domu zmęczony. I nie znosi robić masażu stóp.
Dzisiaj jednak w ramach szczęśliwego zbiegu okoliczności udało się Autorce wymusić na Ukochanym owy masaż. Oczywiście wymagało to pewnego przygotowania - Ukochany musiał wisieć Autorce przysługę, oraz dodatkowo zostać zmotywowany szantażem. Z miną cierpiętnika przez całe 92 sekundy rozmasowywał Autorczyne podnóże prawe. Kiedy natomiast Autorka podsunęła mu skrzętnie do rozmasowania również drugą kończynę Ukochany zamyślił się, zdziwił szalenie i wydobył z siebie pytanie: "Ptyś to Ty masz dwie nogi?"
Doprawdy, cóż za niespodzianka.
niedziela, 04 marca 2012
SZCZYT LENISTWA
Autorka leży na łóżku oglądając z zapałem kolejny odcinek "Lostów". Ukochany leży obok. Koty plączą się niecierpliwie w okolicach kolan. Autorce zmiękło serce, że koty takie kochane, przytulają się, towarzystwa dotrzymują. Szturcha więc Ukochanego w żebro żeby podał kocie smakołyki. Smakołyki leżą w odległości dwudziestu centymetrów od jego głowy.
"No podaj to pudełko" - wyjękuje Autorka gdyż sama paczki sięgnąć nie zdołała.
"No Ptyś! Nie! Ja sobie tak zajebiście ręce splotłem!"
I tak właśnie z okazji lenistwa Ukochanego koty musiały obejść się smakiem.
sobota, 25 lutego 2012
PRZEPIS NA UDANY ZWIĄZEK
Autorka dokonało niedawno szokującego odkrycia. Otóż przeanalizowała ona swój jakże cudowny i wspaniały związek z Ukochanym i stwierdziła, że opiera się on w całości na szantażu. Tak moi mili!
Otóż wyobraźcie sobie, iż Autorka wraz z Ukochanym oglądają sobie trzeci sezon jakże pasjonującego amerykańskiego serialu o wdzięcznym tytule "Lost" (w razie gdyby czytelnicy nie za bardzo kojarzyli, to pomysł jest trochę ukradziony z "Władcy much" Goldinga, trochę z reality show "Survivor", a trochę z "Robinsona Crusoe"). Serial oczywiście oglądają w internecie. Odcinek osiemnasty skończył się całkowicie spodziewanie po czterdziestu minutach z hakiem. Oto jak przebiegała konwersacja pomiędzy Autorką a Ukochanym:
Autorka: "Dawaj, włącz następny"
Ukochany: "Ty włącz"
Autorka: "Ja Ci przyniosłam picie"
Ukochany: "Ale ja włączałem ostatni"
Autorka: "No dobra... jak nie chcesz włączyć to ja idę popracować trochę na kompie, bo mam milion zdjęć do przerobienia"
Ukochany: "Ooooo...nie!" i włącza
Koniec aktu pierwszego i ostatniego, po czym kurtyna opada i następuje burza oklasków.
Autorka chciałaby czytelnikom również przedstawić najbardziej popularne i jednocześnie najskuteczniejsze szantaże w wykonaniu bohaterów tego bloga.
The Best Of Autorka:
* "Bo pójdę przerabiać zdjęcia w photoshopie" (Ukochany nie może znieść myśli, że Autorka bezczelnie może poświęcać ich wspólny czas, którego mają dla siebie tak mało na zajęcia tak przyziemne)
* "Bo Cię będę łaskotać" (Ukochany jest szalenie męski, ale przy łaskotkach wije się jak mała dziewczynka)
* "Bo będę śpiewać"
* "Bo powiem mojej mamie"
The Best Of Ukochany:
* "Bo będę robić ptaszka" (nie chcecie wiedzieć, Ukochany wtedy dosłownie ćwierka, gwiżdże i wydaje z siebie dziwne gardłowe dźwięki, które Autorkę doprowadzają do szału)
* "Bo odkryję Ci stopy" (Autorka nic nie poradzi na to, iż musi mieć ciepło w stopy. Tak już ma i basta!)
* "Bo zawołam Grubego" (Ta groźba jeszcze nigdy nie przyniosła żadnych rezultatów, aczkolwiek Ukochany zdecydował się z niej nie rezygnować)
* "Bo zepsuję Ci kota" (Groźba wypowiadana przeważnie wtedy, gdy Niunia leży mi uroczo na brzuchu, przytula się i rozkosznie ogrzewa mi żołądek. W praktyce oznacza po prostu zdjęcia kota z mego brzucha i posadzenie go sobie na klacie)
wtorek, 07 lutego 2012
ZGUBA
Autorka jest obecnie na diecie połączanej z intensywnymi treningami. Autorka bowiem postanowiła sobie, iż przed nadejściem lata będzie posiadaczką ciała niczym ViktorjaSikretSupermadl, czyli takiego:

Wszystko idzie sprawnie, a opracowany niedawno szczegółowy plan przedsięwzięcia, okazał się być efektywny i przynosić wymierne korzyści.
Akcja właściwa dzieje się w Pracy, gdzie Kolega M. złapał Autorkę za powszechnie wszystkim znany "boczek" (Autorka pragnęłaby dodać, iż jest to "boczek" w stanie zaniku i można już prawie mówić o nim jak o "boczku" nieistniejącym)
Autorka jako osoba dumna ze swych sukcesów, zadarła nosa oraz oświadczyła: "Jak widzisz zgubiłam trochę kilogramów."
Kolega M. spojrzał z ukosa, zmarszczył czoło i odpowiedział: "No widzę... ale fajnie, że już je wszystkie znalazłaś".
Pomimo przeprosin i zapewnień, że to tylko takie żarty Autorka postanowiła nie robić mu przez tydzień jego ulubionej kawy. Jakaś kara musi być!
poniedziałek, 30 stycznia 2012
NOWA LOKATORKA
Otóż wspaniała rodzina Autorki, Ukochanego i kota Grubego powiększyła się zupełnie niespodziewanie o kota kolejnego. A precyzując to o kotkę konkretniej. Decyzja była spontaniczna i budząc się rano Autorka nie miała pojęcia, że wieczorem będzie szczęśliwą posiadaczką drugiego dziecka, które metodą głosowania zostało nazwane Niunią.
Niunia jest sześciomiesięcznym maleństwem, które właśnie śpi na kolanach Autorki w chwili kiedy ona popełnia ten oto tekst. Niunia zadomowiła się w minut 3 (słownie: trzy). Po upływie tego czasu podniosła dzielnie ogon do góry i zdecydowała, że oto znalazła sobie nowy dom. Po upływie kwadransa drzemała na kolanach Autorki naprzemiennie z klatą Ukochanego.
Gruby zazdrosny jak cholera, ale powoli się przyzwyczaja. Wciąż furczy i burczy, ale już łaskawie daje się karmić tuńczykiem prosto z ręki oraz drapać po głowie. Jeśli Niunia jest w innym pomieszczeniu Gruby posuwa się nawet do przytulania i wystawiania zadu w celu drapania.
Gruby cały wieczór pilnował swego królestwa czyli łóżka w sypialni, ale około 23:30 oddał je walkowerem. Niunia spała przez pierwsze cztery godziny na głowie Autorki, a przez pozostałe cztery na jej szyi, ciamkając co jakiś czas Autorczyne ucho prawdopodobnie dla relaksu.
Test miotły przeszła celująco pokonując tym samym Grubego, który uplasował się na ostatniej pozycji.
Autorka coś czuje, że teraz to na blogu dopiero będzie wesoło.
Bonus dla stałych czytelników poniżej:

środa, 25 stycznia 2012
NALEŚNIKI
Autorka pała niewyobrażalnie wielką miłością do naleśników z serem. W celu uzewnętrznienia tego uczucia udaje się czasem do pobliskiej knajpki, gdzie serwują naleśniki najlepsze i prawie takie jak w domu. Porcje tam są niestety przebrzydle wielkie, więc Autorka je tylko jedną połowę. Drugą połowę prosi o zapakowanie do domu, by później w zaciszu własnego salonu delektować się jeszcze raz smakołykiem.
I tak po ostatniej wyprawie do naleśnikarni Autorka wracała do domu zadowolona i z uczuciem, że będzie gruba jak prosię. Za nią po parkingu kroczył sobie Ukochany dzierżąc w ręce pudełko z przysmakiem. Zanim zdążyli wejść po schodach do mieszkania Autorka usłyszała za sobą tylko głos Ukochanego: "Fiesz Ptysz, ktosz czi fszyszkie naeszniki żjat", po czym zobaczyła jak Ukochany przełyka nerwowo resztki jej podwieczorku.
Życie jest niesprawiedliwe powiadam Wam.
wtorek, 24 stycznia 2012
POZIOM
Od zarania dziejów wiadomym jest, że Autorka jest utalentowana w wielu dziedzinach. Potrafi tańczyć, robić zdjęcia, świetnie mówi po angielsku, gotuje naprawdę wypasiony bigos, jest zabawna, jej obecność wpływa kojąco na ludzi, jest w stanie przeczytać około 500 stron w ciągu dnia, a kiedyś nawet umiała zrobić szpagat.
Jedyną rysą na nieskazitelnie kryształowej osobie Autorki jest nieumiejętność śpiewania. I żeby było jasne - nie jest to taka zwykła nieumiejętność śpiewania - to jest fałsz w czystej postaci. Jest to taki rodzaj fałszu, który sprawia, że dinozaury znikają z powierzchni ziemi, nad całą Europą zaczyna się unosić pył wulkaniczny, w Tajlandii występuje tsunami, a kwiat młodzieży polskiej postanawia wyemigrować w okolice Wielkiej Brytanii.
Spieszę dodać, że Ukochany ma świadomość istnienia owego mankamentu, a mimo wszystko darzy Autorkę miłością ogromną jak ocean, co mu się chwali i czyni go jeszcze bardziej wyjątkowym. Nie ma jednak żadnych oporów żeby publicznie oraz prywatnie wytykać Autorce ten uszczerbek w umiejętnościach. Tyle tytułem wstępu.
Autorka przeglądając ostatnio kilka swoich ulubionych blogów, trafiła na video, w którym podkład muzyczny stanowiło niezbyt udane wykonanie jednego z utworów Rihanny. Młoda-Azjatka śpiewała, będąc trochę poza muzyką i generalnie nie trafiając za bardzo w dźwięki. Dodajmy, iż Autorce i tak to nie przeszkadzało, bo skoro sama nie umie lepiej, to co się będzie czepiać Młodej-Azjatki.
Wykonanie zaczęło jednak najwidoczniej przeszkadzać Ukochanemu, ponieważ przytruchtał z salonu porzucając swoje najdroższe Plej-Stejszyn-Trzy, wetknął głowę do pokoju po czym spytał: "Ptyś ja widzę, że Ty znalazłaś coś na swoim poziomie, ale czy to znaczy, że Ty teraz będziesz tego słuchać?"
Autorka prawie się wzruszyła. Jeśli Ukochany twierdzi, że fałsz Autorki jest porównywalny z drobnymi niedostatkami wokalnymi Młodej-Azjatki znaczy to, iż jest całkowicie zamroczony miłością. Autorka właśnie próbuje opracować jakąś nagrodę za tak wspaniale przemyślany komplement.
niedziela, 15 stycznia 2012
SKUTKI UBOCZNE
Autorka wraz z Ukochanym po sobotniej imprezie mieli w domu Gościa, który postanowił zostać na noc. Imienia Gościa Autorka podać nie może. Inicjału również nie, gdyż Gość zażyczył sobie pozostać anonimowy.
Po prysznicu, śniadaniu, porannej kawie, oraz rundce gry w piłkę nożną na plejstejszyn na usta wszystkich nasunęło się pytanie, co zrobić z tak pięknie rozpoczętą niedzielą.
"Nie wiem. Do kina może chodźmy, albo na jakieś lody." - zaproponowała rezolutnie Autorka.
"Na lody to nie, bo mnie swędzą uszy." - odparł Gość z miną całkowicie poważną.
"Ale co to ma wspólnego z lodami?" - W głowie Autorki kłębił się stos myśli o tym jak swędzące uszy mogą wpływać na częstotliwość jedzenia lodów.
"No jak lody jem to mnie swędzą uszy. Od lodów w sensie. Przy połykaniu. Tylko rożki mogę jeść, bo tak mnie wtedy swędzą najmniej."
Autorka niestety nie była w stanie utrzymać powagi i nie mogła przestać się śmiać przez kolejne dwie minuty. Przy wielu dodatkowych pytaniach dociekających okazało się również, że Gość mówił całkowicie serio o tych uszach. Po prostu tak ma i już.
Autorka natomiast chciałaby wiedzieć czy ktokolwiek z czytelników także doświadcza dyskomfortu spożywając lody, bo Autorkę to szalenie interesuje.
czwartek, 05 stycznia 2012
WAKACJE
Stało się już coroczną tradycją, iż w okolicach Nowego Roku Autorka wraz z Ukochanym wyjeżdżają na zasłużony odpoczynek w jakieś ekscytujące miejsce. Na przełomie 2011 i 2012 roku padło na Orlando na Florydzie. Konkretniej na trzy parki rozrywki Disneya.
Przygoda rozpoczęła się już w samochodzie, w którym to Ukochany (fan Gumisiów) przez kilka godzin nieustająco pokrzykiwał: "Buuuunia!!! Jadę do Ciebie!" Bunia - jeśli to czytasz - masz prawo do łez wzruszenia.
Autorka przeżyła jakieś osiem ataków serca. Najbardziej intensywny na rollecoasterze stylizowanym na windę w hotelu. Po wjechaniu na trzynaste piętro otworzyło się okno z przepięknym widokiem na całym park. Dwie sekundy później widok znikał gdyż winda spadała z przerażającą prędkością. Przerażona była zarówno torebka Autorki, która unosiła się przez kilka sekund nad ziemią, jak również Autorskie wnętrzności, które znalazły się w pewnym momencie zdecydowanie niebezpiecznie blisko gardła. Autorka musi się również przyznać, że krzyczała jak mała dziewczynka.
Autorka poznała także Kubusia Puchatka, który wydawał się wzruszony faktem, iż Autorka potrafi zaśpiewać całą piosenkę otwierającą kreskówkę z pamięci i po polsku. Autorka chciała ją nawet zaprezentować, ale Ukochany zaczął stanowczo odradzać.
Już pierwszego dnia Autorka i Ukochany przeszli trening na astronautę, w trakcie którego siła odśrodkowa prawie zmiażdżyła Autorce klatkę piersiową, a przy tym całkowicie zniszczyła poczucie własnej wartości. Autorka wyszła z symulatora zataczając się i z bardzo niewyraźnym wyrazem twarzy. Ukochany wręcz przeciwnie - pełen dumy z własnej wytrzymałości. Autorka nienawidziła go w tamtym momencie.
W przeciągu trzech dni Autorka i Ukochany zdobyli także Everest, pojechali na Safari, udali się do Niemiec gdzie zjedli kiełbasę z kapustą, ujeżdżali dinozaura, zostali rycerzami Jedi, oraz jurorami w amerykańskim Idolu, imprezowali z Rolling Stonesami, a także oglądali jak pięknie pada śnieg w temperaturze plus piętnaście stopni Celsjusza.
Jedynym problemem okazało się to, że wracali zmęczeni jak po trzech tygodniach ciężkich robót w kamieniołomach. Następnym razem jak postanowią wypocząć udadzą się na jakieś mniej aktywne wakacje gdzie się leży i pije się drinki pod palmą.
A przy okazji wszystkim czytaczom spóźnione ale szczere życzenia wszystkiego dobrego w Nowym Roku. Muuuuah, lowe i kise i w ogóle :*
piątek, 23 grudnia 2011
PRZEDŚWIĄTECZNIE
Autorka wraz z Ukochanym chcieliby życzyć wszystkim czytelnikom fkowa dużo miłości, zdrowia, pachnącej choinki, półmiska pierogów, jak najmniej ości w rybie, soku z dziurawca po kolacji oraz kota - zdecydowanie każdy powinien mieć kota!
W szale przygotowań przedświątecznych Autorka jedną ręką miesza bigos, drugą pisze na blogu a stopą mopuje panele podłogowe. Ten bigos to Autorce wyszedł najlepszy w mieście toteż Autorka nagrodzona została tytułem "Mistrzyni-Drewnianej-Łyżki". Tytuł przyznało całkowicie nieobiektywne jury. Złośliwi komentują, iż ugotowanie najlepszego bigosu w mieście wynika z faktu, że Autorka jest jedyną osobą w mieście, która postanowiła zrobić bigos.
Tytuł "Mistrza-Potraw-Pieczonych" powędrował do Ukochanego za przyrządzenie schabu faszerowanego pieczarkami i pietruszką i czymś jeszcze, ale Autorka nie pamięta, bo się dobrze nie przyjrzała.
Tytuł "Nieroba-Roku" wędruje do Kota, który najwidoczniej pomyślał, że jak się położy na łóżku i zamruczy to będzie to największa pomoc w przygotowaniu do Świąt. Po kilku godzinach perswazji oraz prób namówienia Kota do jakiejkolwiek aktywności, Sierściuch łaskawie zaskoczył z łóżka, udał się do kuchni i zjadł kawałek schabu ofiarowanego mu wielkodusznie przez Ukochanego.
Autorka już czuje, że Boże Narodzenie zapowiada się magicznie i będzie pachniało mandarynkami. Tymczasem idzie spróbować po raz drugi jak jej wyszedł bigos.
niedziela, 11 grudnia 2011
WYBRAKOWANY TOWAR
Ukochany wybiera się na męski wieczór. Nałożył żel do włosów, przejrzał się szybko w lustrze, skropił ciało perfumami i właśnie w tym momencie dopadła go Autorka.
A: "Miś czym Ty się właśnie wypsikałeś?"
U: "???"
A: "Nie możesz się psikać tym zapachem jak idziesz z chłopakami do baru. Ten zapach jest dla mnie i już. Nie będziesz na te perfumy jakiś obcych bab podrywał."
U: "Bejb czy Ty jesteś o mnie zazdrosna?"
A: "..."
U: "Daj spokój... przecież ja mam skoliozę!"
No tak... wybrakowanego towaru nikt nie zechce ;)
|